Człowiek współczesny (Homo bloggis) i przymus szczania z góry na motywacje innych

Wiele wyzwań staje przed współczesnym człowiekiem w Polsce – tym więcej im jest młodszy i im bardziej deklaruje się niezłomnym. Mody i lansy, liczne okazje skurwienia się w poszukiwaniu odrobiny uwagi (blogi, Facebook, Instagram) , czy choćby wolności (Tinder, okazjonalna lektura Marii Patynowskiej, Tomasza Lisa, czy też nieco mniej intelektualnie pretensjonalny i bardziej egalitarny RedTube) wszystko to rozprasza i gubi współczesnych niskobudżetowych Argonautow..

Fabula gęstnieje dodatkowo, jeśli pojawia się jakaś potrzeba Prawdy (tej przez duże “P”), czy zwykły kompleks niższości, np. wobec tego, że historie zna się z książek i filmów dokumentalnych itp. Bo jedynie Ziemkiewicz przyznaje się do chłopskich korzeni. Pomimo że, w krowim gównie grzali stopy pasający pańskie krowy fornale, dziadowie zarówno hunwejbinów z PSL, jak i rzekomej, fantomowej inteligencji polskiej z obydwu stron (bo strony są dla uproszczenia narracji tylko dwie i chuj).
I tak każdy jest szlachcicem, potomkiem powstańca czy innej szlachetnej lub znanej postaci historycznej. Nie bastardem, co to, to nie!
Na docenienie faktu bycia (tylko) “maszerującym DNA” potrzeba odrobinę humoru, najlepiej anglosaskiego. W Polsce natomiast jak wiemy humoru poczucia to nie ma, bo wojny, okupacje, rzezie i pryszczyca świń odcisnęły swoje piętno. Jest natomiast poczucie krzywdy oraz bycia ruchanym przez tajemne siły, które zwykłemu Kowalskiemu w 27 lat po rozwiązaniu UB dalej przeszkadzają być miłosiernym katolikiem. Chociaż ta jego małość nie przeszkadza ani jemu, ani jego prawowiernej żonie. Długości swojego kutasa nie mierzy, bo wie, że jest to co najmniej 20 cm, a do tego jest Audi A3 przed blokiem, wiec po chuj siać wątpliwości i filozoficzny spleen.

W niepodpisanym nazwiskiem wpisie pt. “Nawrócenie Barabasza” (tutaj klikać!) jest wprawdzie sporo racji dotyczących przaśności polskich produkcji filmowych, ale to nie jest temat nowy i (niestety) od czasu filmu pt. “Klątwa doliny węży” nie słyszałem o pogromach producentów TV i filmowych (lub choćby tylko ich lustracji pod względem kwalifikacji). Ergo, spodziewanie się czegoś ponad ten poziom w Polsce jest zwyczajnie głupie.

Tyle nt. “plusów dodatnich”, a teraz może o tych “plusach ujemnych”, jeśli łaska.

No wiec, niby szpasem przez paralelę i modna komparatystykę w stylu chichi-michi zestawione są ze sobą dwa filmy. Jeden o Pileckim a drugi o Lunie Brystygierowej.
I wszystko byłoby OK, gdyby nie lekko olewcze komentarze sugerujące, że oto Luna stanie się bohaterką porastających w tłuszcz pań polonistek i innego ciała pedagogicznego w nadmiarze.

Tymczasem, Julia Brystiger de domo Prajs, alias Brystygier, Brystyger, Bristiger(owa), Brüstiger, Briestiger, ps. Luna, Krwawa Luna, Daria, Ksenia, Maria, vel (literacko) Julia Prajs to jednak przedwojenna (1928) doktor filozofii, kształcona w Paryżu, itp.
Czyli mimo wszystko liga nieosiągalna dla absolwentek Studium Nauczycielskiego, plus magister z WUML wieczorowa pora.
Czy nawet dla współczesnych polskich lewicowych feministek, tych co w poszukiwaniu ciągłości i sukcesji, ssają choćby grzybicze zmiany na palcach u stóp pani prof. Marii Janion niczym najsłodsze matczyne mleko i jednocześnie jabłko z Drzewa Poznania Dobra i Zła.

Julia Brystiger

Julia Brystiger

No więc kurwa “to nie tak” – jak mówił w poczuciu krzywdy pewien radziecki/noworuski alfons, gdy w polskiej “Poradni W” w kuśkę wkładano mu szklana sondę.

Ruski słusznie odczuwał to jako stan niezgodny z naturalnym porządkiem rzeczy, dla niego krzywdzący i traumatyzujący go silnie. Tam chociaż winna wszystkiemu była rzeżączka.
Nie wiem skąd wziął się natomiast taki stupor autora bloga, mam nadzieje, że przyczyna jest mniej dotkliwa i łatwiejsza do usunięcia (np. kac po długiej nocy, wstawanie lewa noga, kwaśne mleko wlane do kawy).

Na koniec pointa vulgata: Luna to pokolenie, które wybierało drogę życiową, czy się z nią zgadzamy, czy nie – na podstawie pewnego manifestu, rzeczywistej (choć często wybranej) tożsamości i później nie bacząc na konsekwencje trzymało się tych wyborów jak kompasu. Nawet doniesienia o zboczeniach i seksualnych fantazjach Luny robią z niej prawdziwego człowieka. Mamy oto kobietę, która nie zaprzecza jak pani Małgorzata Terlikowska, że Bozia dała jej dzyndzel między nogami i mózg pomiędzy uszami także do zabawy. Nie jest to z pewnością nieśmiała dupeczka pocierająca łechtaczkę kciukiem przy winku i romantycznej komedii (ew. PornHub). To raczej osoba gotowa ponosić, i ponosząca koszty swoich wyborów.
A kiedy, z rzadka, pojawiał się dowód wystarczający do tego by tym kompasem wstrząsnąć, owo pokolenie mówiło “tak, wierze”. Podobnie zreszta jak inna Żydówka, Edyta Stein, gdy to ona odkryła katolicyzm.

Ponadto, rotmistrz Pilecki jest tym samym pokoleniem i jakimkolwiek szambem go obecnie obrzucają drobne skurwysyny, królowie Internetów, to po ich truchle nich nie zostanie nawet smród a pamięć o Pileckim (podobnie jak o grzechach Luny) będzie trwać.

pozdrawia Genzyp Prążek

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s